Nasz jazzowy świat ma ostatnimi czasy tendencję do kurczenia się - już to dlatego, że wielu uznanych muzyków występuje na gościnnych tournees za granicą, już to z tej przyczyny, że wielu rezygnuje z wykonawstwa i przestaje czynnie uczestniczyć w ruchu jazzowym.
Z tym większym zainteresowaniem jazzfan śledzi to, co rodzi się nowego na jazzowej scenie, jak radzą sobie i co grają nowopowstałe młode grupy. Bo przecież właśnie ci młodzi muzycy tworzą wizję przyszłości polskiego jazzu.
Toteż, kiedy roznosi się wieść, że w warszawskim klubie „Akwarium” gra SUN SHIP, trzeba biec i posłuchać! A co słychać?
Z estrady płynie muzyka żywiołowa, świeża i młodzieńcza, choć jakże już dojrzała pomimo młodego wieku muzyków. Nowoczesny jazz, bez tak typowej do niedawna wśród młodych grup minoderii, przejrzysty - bez również typowej skłonności do tzw. „integracji brzmienia”, która oznacza praktycznie czynienie wielkiego - choć „zintegrowanego” - hałasu. Jest to jazz nowoczesny, chociaż klasycznie znajomy i bliski. To nie są owe, jakże charakterystyczne dawniej dla jazzowej młodzieży próby grania trochę na oślep, a trochę z modą. To są prawdziwi jazzmeni, którzy zgłębili dokładnie tajniki jazzu nowoczesnego i co ciekawsze powrócili „do źródeł”, a w tym wypadku cofanie się w chronologii oznacza postęp w sztuce - jazzowej. I choć wielu muzyków, polskich muzyków, odżegnuje się od jakichkolwiek wpływów, Sun Ship przyznaje się do swych inspiracji zarówno muzyką jak i deklaracjami programowymi. Tu warto zastrzec, że wszyscy są gruntownie wykształceni, co pozwala im na większą i bardziej twórczą selektywność w materiale muzycznym. Ich penetracja w tajniki jazzu sięga dalej niż tylko „podbieranie” wzorów Coltrane'a, Davisa, Silvera, Jarretta czy Corei: wchłonęli to, co było im potrzebne dla stworzenia własnej muzyki - choć zapewne wielu słuchaczy dostrzeże pewne asocjacje stylistyczne. Czasem nadmiar erudycji przeszkadza w graniu „własnej” muzyki. W tym wypadku znajomość jazzowej literatury i własne spojrzenie na sprawy sztuki jazzu, ba - muzyki w ogóle - dało efekt znakomity.
Bezsensownym byłoby opisywanie muzyki, jaką gra Sun Ship, skoro akurat mamy w ręku tę oto płytę i za chwilę położymy ją na talerzu gramofonu, by przekonać się o jej wartości samemu. A przy tym doznać przeżyć dostępnych tylko jazzfanowi.
Ale warto wspomnieć jak zbudowany został ten SŁONECZNY S'I'ATEK i jaki kurs żeglugi obrał.
Ci, którzy są zorientowani w wydarzeniach jazzowych w Polsce, wiedzą doskonale, że Sun Ship powstał przez „pączkowanie”, tzn, przez oderwanie się od znanej i uznanej grupy Extra Ball, która widzieliśmy na „Jazzie nad Odrą”, na Jazz Jamboree, i która nagrała płytę. (Nawiasem mówiąc, duchowy przywódca Sun Ship, pianista Władysław Sendecki był również współtwórca Extra Ballu).
On to właśnie, wraz z saksofonistą Andrzejem Olejniczakiem, na początku 1978 roku dokonali swoistej secesji, bowiem zdecydowali, że dotychczasowe granie nie daje im wystarczającej satysfakcji. Dołączyli do nich dwaj inni muzycy: perkusista Marek Stach oraz basista Witold Szczurek. Jak mówi „Adzik” Sendecki, chcieli odejść od grania rockowych rytmów, oo terroru formy, żelaznej i jakby wymuszonej dyscypliny grania jazz-rockowego. Szczegółowość i skrupulatność muzyki niemal dokładnie aranżowanej przestała ich interesować. Im chciało się czegoś innego: jazzu swobodnego, nieskrępowanego. Nie żeby mieli od razu rezygnować z rockowych, „ósmawkowych” rytmów, ale by mieć więcej miejsca w przestrzeni muzycznej, by swobodniej w niej oddychać.
I tak się stało. Sun Ship gra lekko, swobodnie choć przecież też nie bez organizacji formy; wciąż jednak pozostaje dużo miejsca dla muzyków do „wygrania się”.
To, w moim przekonaniu jest piękne: kiedy ci, na których dziś wzorują się młodzi, odeszli od tego, co stworzyli, i gonią za modą typu „fanky” - właśnie młodzi grają tę muzykę najpiękniejszą i najzdrowszą bo nasyconą tyleż intelektualizmem co emocją, błyskotliwą, głęboką, porażającą słuchacza ekspresją. To nie panegiryk - to tylko refleksja optymisty; młodzi mogą wiele. I wciąż idą do przodu. Nie zamykają w ciasnej skorupie, jeno szukają wciąż (bez wzorów!) coraz to lepszej i nowej muzyki. Jak powiedział Jan Ptaszyn Wróblewski - Sun Ship jest bodaj pierwszym z młodych zespołów, jaki zdołał przełamać kryzys tego, co popularnie nazywa się smażeniem we własnym sosie, czyli przeskoczył barierę tak szkodliwej w sztuce „splendid isolation”. Oto w lipcu miejsce Andrzeja Olejniczaka zajął znany muzyk, Zbigniew Jaremko.
Ta zmiana przyniosła wiele nowego. Nastąpiło zderzenie dużego doświadczenia z młodzieńczą żywiołowością, głodem poznania. Musieli się nawzajem uczyć od siebie - a nauka ta, jak wykaże niniejsza płyta, dała rezultaty znakomite.
I chociaż. w klubie Akwarium, gdzie dokonano tych nagrań. Sun Ship grał znacznie bogatszy program, wybór utworów prezentowanych na płycie może być . uznany za reprezentatywny. Głównie dlatego, że są. to wyłącznie kompozycje własne, bowiem zespół chciał po prostu dać słuchaczowi płyty wyobrażenie, dokąd prowadzą drogi grupy. Bo chociaż Sun Ship gra także obce utwory, ambicją zespołu jest stworzenie „własnej klasyki”, a więc, rzec można, przejście na własny język.
Na prezentowanej płycie znajdziemy tedy pięć utworów, z których dwa uważa zespół za „centralne” - JARMARK Zbigniewa Jaremki oraz ZŁODZIEJKĘ Sendeckiego i Olejniczaka. Dlaczego centralne? Dlatego, że mają najbardziej rozbudowaną formę, są najbardziej skomplikowane architektonicznie. JARMARK to kompozycja z żartobliwym, przewrotnym wręcz tematem, zamknięta w repryzowej formie łukowej, pozwalająca jednak muzykom na „pogranie sobie” w solówkach ad libitum. ZŁODZIEJKA jest również utworem o rozwiniętej formie. Ponadto mamy tu walczyk DOSIA DOSIA grany w trio (bez saksofonu) i skomponowany, jak sądzę, przez Sendeckiego dla żony Doroty, i mający tylko jedno solo - pianisty. Całość utrzymana w koncepcji harmonii evansowskiej. Z kolei TINO to - proszę zwrócić uwagę - ballada w metrum 4/4 + 5/4 (broń Boże nie 9/4!!!). Tu największą rolę odgrywa brzmienie, barwa - po prostu dźwięk. Temat na kontrabasie arco gra kompozytor Witold Szczurek, on jest też jedynym solistą.
Płyty zresztą właściwie nie należy rekomendować, uważam bowiem, że kwartet Sun Ship jest jednym z najlepszych zespołów, jakie mogliśmy ujrzeć i usłyszeć w Akwarium.
A zresztą - proszę posłuchać płyty. Jeśli komentarz ten. nie będzie bliski odczuciem słuchacza - tym gorzej dla komentarza... i autora.
Kazimierz Czyż
Sun Ship - Aquarium Live no.5
Poljazz, Z-SX0686 / 1978
XXVII płyta Klubu Płytowego PSJ / Biały Kruk Czarnego Krążka
Tracklist:
a1. Jarmark (Zbigniew Jaremko)
a2. Dosia, Dosia (Władysław Sendecki)
b3. Tino (Witold Szczurek)
b4. Złodziejka (Andrzej Olejniczak)
b5. Radkowi (Andrzej Olejniczak)
Personnel:
Zbigniew Jaremko: tenor & soprano saxes
Władysław Sendecki: keyboards
Witold Szczurek: double bass
Marek Stach: drums
Recorded live August 18-20, 1978 at the Jazz Club "Akwarium" by Andrzej Lipiński & Leszek Wójcik.
Photo & cover design - Piotr Kłosek.
FLACzki-tracki, photos . . 224.2 MB (3% data repair) ®